Cerrad Czarni Radom podejmowali na swoim parkiecie outsidera PlusLigi Cuprum Lubin i nie zmarnowali doskonałej okazji na podreperowanie konta punktowego. Radomianie w meczu 7. kolejki pokonali lubinian 3-1.

Drużyna z Lubina jest jedyną obok Stali Nysa, która w tym sezonie nie wygrała jeszcze ani jednego meczu. Gracze trenera Marcelo Fonckowiaka kilka dni temu przegrali w Sosnowcu z MKS Będzin 1:3, ale kilka razy udowodnili, że potrafią grać w siatkówkę, odbierając sety PGE Skrze Bełchatów, czy Grupie Azoty ZAKSIE Kędzierzyn-Koźle, a nawet dwa VERVIE Warszawa ORLEN Paliwa. W tej sytuacji faworyta na pewno trzeba upatrywać w ekipie z Radomia, tym bardziej, że cztery dni temu zespół trenera Roberta Prygla sprawił solidne lanie w Warszawie drużynie VERVY.

Lubinianie mocno ruszyli od początku, by przerwać tę fatalaną serię porażek. I trzeba przyznać, że ruszyli z przytupem, a radomski zespół nie miał pomysłu na powstrzymanie zapędów ekipy Cuprum. Dzięki kapitalnej grze Wojciecha Ferensa lubinianie w pierwszej fazie seta wygrywali 11:5, a później jeszcze powiększali tę przewagę. Po asie Miguela Tavaresa było 15:7 (!), a po bloku Ronalda Jimeneza 20:9 (!!). To był nokaut, to było coś, czego nie można było się wcześniej spodziewać, zwłaszcza pamiętając dobrą grę graczy Cerradu Enei Czarnych sprzed kilku dni w Arenie Ursynów. Dziś jednak Cuprum zaczęło mecz jeszcze lepiej, niż Czarni w Warszawie, choć w końcówce radomianie nieco zmniejszyli przewagę rywali.

Ale lubinianie w tym sezonie wygrywali już pierwsze sety i z PGE Skrą, i z VERVĄ Warszawa ORLEN Paliwa i wreszcie z Treflem Gdańsk, a z boiska schodzili pokonani. Miarą ich siły często bywa drugi set. Zaczęli źle, przegrywali 2:5, później 4:7, ale odrobili straty, a po asie serwisowym Tavaresa wygrywali w jego środkowej fazie dwoma punktami 13:11, co zapowiadało ciekawą końcówkę. I rzeczywiście tak było, gdy radomianie za sprawą Jimeneza i autowego ataku Brendena Sandera roztrwonili przewagę i zrobiło się po 22. Chwilę później Dawid Gunia zatrzymał na siatce Dawida Dryję i lubinianie wyszli na prowadzenie 24:23. W sumie goście mieli dwie piłki setowe, ale żadnej nie wykorzystali. Za to gospodarze zrobili to przy pierwszej okazji i po dwóch setach był remis 1:1.

Wydawało się, że gracze Cuprum będą realizować znany scenariusz – dobrze zacząć, później trochę pechowo przegrać, wreszcie stracić nadzieję. Trzecia partia rozpoczęła się od prowadzenia gospodarzy 5:1, a podopieczni Fronckowiaka sprawiali wrażenie zespołu rozbitego. Na szczęście mieli w swoim zespole Wojciecha Ferensa i Ronalda Jimeneza, którzy nie zamierzali się poddawać. Gdy straty zostały odrobione Ferens kilka razy pokazał się z doskonałej strony i Cuprum nawet prowadziło 15:13. Znów doszło do zaciętej końcówki, Trudno tu mówić o przewadze doświadczenia, bo decydujące zagrania były dziełem Artura Pasińskiego i Daniela Gąsiora, bo to właśnie dzięki nim Cerrad Enea Czarni zapewnili sobie prowadzenie w tym meczu 2:1. Lubinianie, choć w całym meczu zdobyli więcej małych punktów, przegrywali po trzech setach. W tym aspekcie siatkówka podobna jest choćby do amerykańskich wyborów prezydenckich, gdzie też wyższa liczba pojedynczych głosów nie gwarantuje zwycięstwa.

Końcówka trzeciego seta nie była ostatnim emocjonującym momentem w tym meczu, ale też trzeba przyznać, że w czwartej partii, jak się później okazało ostatniej, Cuprum nie było w stanie na poważnie zagrozić radomianom. Gracze trenera Roberta Prygla przez większą część tego seta zachowywali bezpieczną kilkupunktową przewagę i dotrwali z nią do ostatniej piłki, dzięki czemu zanotowali drugie trzypunktowe zwycięstwo w ciągu czterech dni.

CERRAD ENEA CZARNI RADOM – CUPRUM LUBIN 3-1 (16-25, 27-25, 25-22, 25-19)

MVP: Michał Kędzierski

Cerrad Enea Czarni Radom: Dryja, Kędzierski, Loh, Gąsior, Josifow, Masłowski, Pasiński, Sander, Firszt, Nowowsiak

Cuprum Lubin: Gunia, Ferens, Lorenc, Jakubiszak, Jimenez, Magnuszewski, Tavares-Rodrigues, Makoś, Penchev, Szymura

Źródło: plusliga.pl

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę podać swoje imię tutaj
Proszę wpisać swój komentarz!