Fot. violanews.com

W najbliższy poniedziałek nasza reprezentacja rozegra pierwsze spotkanie na Euro 2020. Jednak zanim będziemy emocjonować się pojedynkiem ze Słowakami, wypada w kilku słowach podsumować ostatnie potyczki z Rosją oraz Islandią. Spora część środowiska piłkarskiego twierdzi, że wspomniane mecze były tylko i wyłącznie stratą czasu. Ja w tej kwestii mam nieco inne zdanie. Oczywiście nie jest tak, że selekcjoner poznał odpowiedzi na wszystkie nurtujące go pytania i może spać już spokojnie. Jestem jednak przekonany, że kilka istotnych wniosków narodziło się w głowie Portugalczyka. Co wiemy na pewno, a co nadal pozostaje trudną do rozwikłania zagadką?

Słabe wrażenie

Nie ma co ukrywać, że Polacy w dwóch ostatnich sprawdzianach przez ważną imprezą wypadli blado. Na murawie często widzieliśmy bezradność. Podopieczni Sousy mieli problem z wyprowadzeniem piłki – transport piłki z defensywy do ofensywy wyraźnie szwankował. Nasi obrońcy wykonywali sporo podań wzdłuż boiska, zdecydowanie spowalniając, mozolnie budowane, akcje. Biało-czerwoni nie potrafili zaskoczyć rywala przyśpieszeniem ataku. Większość prób była rozgrywana w jednostajnym tempie. Pozostaje nadzieja, że w meczu ze Słowacją zobaczymy całkiem inną drużynę. Wszystkie przygotowania były przeprowadzane z myślą o tym, co wydarzy się w Petersburgu. Teraz zawodnicy byli po dość intensywnym okresie treningowym, co przejawiało się, widocznym gołym okiem, brakiem świeżości. Liczymy, że sztab naszej reprezentacji trafił w punkt z obciążeniami na zgrupowaniu w Opalenicy i forma fizyczna naszych kadrowiczów wystrzeli 14 czerwca. Oby…

Otwórz zdjęcie

Kontuzje napastników

Paulo Sousa od początku swojej pracy podkreślał, że chce grać dwoma napastnikami. Jeszcze miesiąc temu Portugalczykowi pozazdrościć miał prawo niejeden selekcjoner. Lewandowski, Milik, Piątek – jak na nasze warunki można mówić tu o pewnym kłopocie bogactwa. Niestety, jak to w futbolu bywa, i tym razem plany niektórym zawodnikom pokrzyżowały kłopoty zdrowotne. Najpierw wypadł Krzysztof Piątek, a w tym tygodniu zapadła również ostateczna decyzja w sprawie występu Arkadiusza Milika. Sousie wypadło dwóch z trzech czołowych atakujących. Mimo takiego obrotu spraw wydaje się, że trener nie ma zamiaru rezygnować z ustawienia dwoma wysuniętymi zawodnikami. Mecze z Rosją oraz Islandią posłużyły w wyselekcjonowaniu odpowiedniego kompana Robertowi Lewandowskiemu. W pierwszym pojedynku z bardzo dobrej strony pokazał się Jakub Świerczok, który nie tylko zdobył bramkę, ale i wykazywał się sporą aktywnością, kilka razy sprawiając poważne kłopoty defensywie rywala. W meczu z Islandią Jakub wypadł już zdecydowanie słabiej, ale za to dobrą zmianą popisał się Karol Świderski, który wszedł na murawę w 81. minucie, a mimo to zdołał zapisać się na listę strzelców.

Wygrani meczów towarzyskich

Jeżeli miałbym przewidywać kto zagra ze Słowacją u boku Roberta Lewandowskiego, to bez większego zastanowienia wskazałbym na Jakuba Świerczoka. To właśnie gracz Piasta Gliwice w mojej opinii jest jednym z największych wygranych w ostatnim czasie. Oczywiście istnieje także szansa, że Paulo Sousa postanowi wzmocnić dodatkowo środek pola i desygnuje do gry od pierwszej minuty aż czterech środkowych pomocników, zabierając w ten sposób jednego typowego napastnika. Jednak taki scenariusz jest o wiele bardziej prawdopodobny w starciu z Hiszpanami, a nie w spotkaniu ze Słowacją, w którym to my będziemy musieli wykazywać się większą aktywnością w ofensywie.

Drugim zawodnikiem, który zyskał w oczach selekcjonera jest Kacper Kozłowski. Kiedy ogłoszono powołania na Euro 2020, sporo mówiło się o tym, że zawodnik Pogoni Szczecin jest melodią przyszłości, ale w tym turnieju odegra jedynie rolę marginalną. Zastanawiano się, czy w jego miejsce nie wziąć bardziej doświadczonego gracza. 17-latek udowodnił jednak, że nie znalazł się wśród powołanych tylko z racji młodego wieku. Jego występ z Islandią może napawać optymizmem. Ciekawe uderzenie, strzał głową minimalnie obok słupka oraz znakomita asysta przy bramce Świderskiego – jeżeli w drugiej połowie działo się coś dobrego w ofensywie biało-czerwonych, to głównie za jego sprawą. Pokazał, że możemy na niego liczyć w kontekście wprowadzenia go z ławki rezerwowych.

Dziwne decyzje Sousy…

Kiedy ogłoszono skład na ostatnie spotkanie w Poznaniu, wielu zdziwiła obecność w podstawowej jedenastce Pawła Dawidowicza oraz Przemysława Frankowskiego. Spodziewałem się ustawienia bliskiego do tego, które ujrzymy 14 czerwca, a selekcjoner znów postanowił eksperymentować. Kilka dniu po tym spotkaniu okazało się, że z problemami zdrowotnymi zmaga się Jan Bednarek, co nieco rozjaśniło nam sytuację z postawieniem na Dawidowicza. Ostatecznie 26-latek wypadł bardzo słabo – problemy ze zwrotnością, kilka błędów w wyprowadzeniu piłki, spowalnianie akcji Polaków. Był po prostu ślamazarny. Nie wyobrażam sobie, by wyszedł w podstawowym składzie w jednym  z turniejowych meczów. Nie popisał się również drugi z wymienionych graczy. Niech o jego występie najlepiej świadczy fakt, iż kompletnie zapomniałem, że skrzydłowy przebywał na boisku. Niewidoczny, bezbarwny, nie wnoszący nic do gry Polaków – tak można podsumować Przemka w tym starciu.

Czego spodziewać się na Euro?

Moim zdaniem wygranej ze Słowacją, a później nieznacznej porażki z Hiszpanami (spodziewam się defensywnego ustawienia i małej liczby bramek). Następnie walka ze Szwedami, która zadecyduje o tym, który zespół awansuje bezpośrednio, a który będzie musiał patrzeć na ranking drużyn z trzecich miejsc. Podsumowując, spodziewam się co najmniej czterech punktów i awansu do 1/8 finału. Patrząc na układ turniejowej drabinki o coś więcej będzie piekielnie trudno…

 

 

 

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your name here
Please enter your comment!