Foto: Rafał Bondaruk/polski-sport.com

W ostatnim meczu piątej kolejki Fortuna 1 Ligi do walki o punkty stanęli sąsiadujący ze sobą w tabeli Znicz Pruszków i GKS Katowice. Lepsi w tym starciu okazali się katowiczanie. 

Pierwsza połowa rozpoczęła się lepiej dla gości, którzy już w 4. minucie doszli do bardzo dobrej sytuacji strzeleckiej. Sytuację sam na sam zmarnował jednak Mak. Chwilę później okazało się, że nawet gdyby piłkarz GKS Katowice wstrzelił piłkę do bramki to i tak gol nie zostałby uznany przez spalonego. Szybko odpowiedział na to uderzeniem głową Yukhymovych, a następnie Pomorski. Kudła musiał się mocno wysilić aby obronić te strzały. W kolejnych minutach przy piłce dominowali katowiczanie. Często jednak ich akcję były przerywane przez Znicz, który liczył na kontry. Niebezpiecznie zrobiło się w 22. minucie, gdy Pomorski, po sporym zamieszaniu w polu karnym dopadł do piłki i oddał strzał. Gospodarze odetchnęli z głęboką ulgą, bo był on niecelny. O olbrzymim szczęściu pięć minut później mogli mówić piłkarze Znicza Pruszków. Bergier wrzucał piłkę, a jeden z obrońców strącił ją na słupek. Wielu prób strzałów po jednej i drugiej stronie było blokowanych, przez co często bramkarze obu drużyn nie musieli interweniować. Ostatnie minuty przede wszystkim opierały się na wrzutkach. W 39. minucie groźną akcję skonstruowali przyjezdni. Błąd przerzucił piłkę na skrzydło do Wasielewskiego, ale podanie zostało przecięte przez jednego z defensorów Znicza. Dwie minuty później wreszcie doczekaliśmy się gola. Bergier odegrał prostopadłą piłkę do Maka, a ten nie popełnił błędu z początku pierwszej połowy i w sytuacji oko w oko z golkiperem gospodarzy był górą. Znicz automatycznie ruszył do odrabiania strat, ale gwizdek przerwał to Damian Krumplewski zapraszając obie drużyny na przerwę.

W drugiej połowie katowiczanie nadal naciskali. Pokonać Mleczko próbował Bergier, Wasielewski, ale najbardziej bramkarza Znicza mógł zaskoczyć Mak. Pomocnik już trzeci raz w tym spotkaniu wyszedł sam na sam z golkiperem, i tym razem próbował sztuczki z lobbowaniem. Mleczko zachował czujność do samego końca. W 58. minucie jednak nie dał już rady skutecznie zainterweniować. Piłkę dostał Wasielewski, wycofał ją do Błąda, a ten dopiął swego wyprowadzając GKS Katowice na prowadzenie 2:0. Gospodarze próbowali odrabiać stratę dwóch bramek. Szło im jednak to mizernie. W 69. minucie fatalnie spudłował Moskwik. To ile dośrodkowań było posyłanych w pole karne gospodarzy aż ciężko sobie wyobrazić, nie mówiąc już o ich zliczeniu. Mimo tego ta forma ataku Znicza Pruszków nie przynosiła kompletnie efektów. Co więcej dawała okazję na kontry dla katowiczan. Po jednej z takich niewiele brakowało a Nagamatsu podwyższyłby wynik na 3:0. Goście nie pozostawali dłużni gospodarzom i pokazywali, że też potrafią grać wrzutkami. Znicz pod koniec spotkania próbował już łapać się wszystkiego. W 89. minucie Grudziński uderzył z dystansu, ale piłka powędrowała wysoko nad poprzeczką Kudły. Doliczony czas gry (poza strzałem ze skraju pola karnego w wykonaniu Grudzińskiego) nie przyniósł już ani spektakularnych akcji ani goli.

GKS Katowice po piątej kolejce Fortuna 1 Ligi zajmuje czwarte miejsce z dziesięcioma punktami, a Znicz Pruszków dziewiąte z siedmioma oczkami.

Znicz Pruszków – GKS Katowice 0:2 (0:1)

41′ 0:1 Mateusz Mak

58′ 0:2 Adrian Błąd

Znicz Pruszków: Mleczko – Błyszko (86′ Błyszko), Yukhymovych, Grudziński – Krajewski (83′ Flisiuk), Nagamatsu, Tkachuk, Pomorski, Wawszczyk (57′ Czarnowski) – Wójcicki (57′ Kendzia), Moskwik (83′ Tabara).

GKS Katowice: Kudła – Wasielewski (66′ Danek), Jędrych, Repka – Komor, Jaroszek, Kozubal (80′ Baranowicz), Rogala – Błąd (80′ Shibata), Mak (73′ Marzec) – Bergier (73′ Arak).

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę podać swoje imię tutaj
Proszę wpisać swój komentarz!