Fot: Piotr Małek

ORLEN Basket Liga: Dramaturgia godna finału w Lublinie. Start minimalnie lepszy od Legii na otwarcie rywalizacji

Reklama

PGE  Start Lublin pokonał po dramatycznej końcówce Legię Warszawa w pierwszym pojedynku play-off finałowej rywalizacji ORLEN Basket Ligi. O sukcesie zespołu z Lublina przesądziły rzuty wolne na 3,5 sekundy przed końcowa syreną.

Potencjał obu drużyn, które dość niespodziewanie po wyeliminowaniu Trefla – w przypadku Startu oraz Anwilu – w przypadku Legii wydawał się podobny. Jednak to warszawianie mieli mieć więcej sił przed tym meczem, gdyż awans do finału wywalczyli sobie w trzech potyczkach, podczas gdy zespół z Lublina uczynił to w pięciu morderczych pojedynkach.

Pierwsza kwarta była grana na styku, a trzy punkty różnicy na korzyść gospodarzy, tak jak po początkowym rzucie Krasuskiego, czy tyle samo na korzyść ekipy ze stolicy, jak po rzucie z dystansu Pluty nie znaczyło zupełnie nic. Półtorej minuty przed końcem pierwszej kwarty po celnych trafieniach z linii rzutów wolnych warszawianie mieli cztery punkty przewagi i kolejne okazje na punkty, lecz po efektownym wsadzie De Lettibeaudierea odsłona otwarcia skończyła się niemal na równo (17:18).

W drugim rozdaniu goście zagęścili obronę pod koszem oraz byli skuteczni w rzutach z dystansu. Wciąż kapitalne zawody rozgrywał Pluta, którego wejście pod kosz 2+1 dało w 14. minucie gościom 9 punktów zapasu (22:31). Lublinianie wzięli się mocno w garść, a Brown i Lecomte byli utrapieniem legionistów. Sukcesywne odrabianie strat miejscowych dało efekt w 18. minucie po „trójce” Puta (33:33). Mcgusty odpierał celnymi rzutami odpierał natarcia Startu, jednak to lublinianie mieli do przerwy minimalną zaliczkę (39:38).

W ciągu 2 minut po przerwie dwoma trójkami popisał się Drame powiększając zapas miejscowych do 6-ciu punktów (47:41). Drużyna ze stolicy nie mogła sforsować defensywy lublinian, a sama nadziewała się na szybkie kontry po zbiórkach, kończone zwykle celnymi rzutami. Po trafieniu z dystansu Rameya podopieczni Wojciecha Kaminskiego przed upływem 24. minuty wygrywali 9. punktami (52:43). Gospodarze przez kilka minut utrzymywali taki dystans, jednak trzy nieudane akcje w ich wydaniu nakręciły Legię, która po dwóch rzutach za trzy Radanova na 53 sekundy przez zakończeniem trzeciej partii wróciła na prowadzenie (58:59). Ostatnie słowa należały w tej kwarcie do Startu, a Lecomte trzypunktowym rzutem przypieczętował wywalczone wcześniej przez Browna prowadzenie (63:59).

Ostatnia kwarta zaczęła się od dwóch celnych rzutów Startu, które finalnie dały mu ponownie 9. punktową przewagę (68:59). Nie godził się z tym stanem rzeczy Pluta, trafiając „trójkę” niwelujacą starty gości do 4 oczek (68:64). Nie poszli mu w sukurs partnerzy, którzy myli się w sytuacjach bliskiej odległości kosza, natomiast miejscowi byli w „gazie”. Po kontrze Rameya i „trójce” Browna gracze z Lublina byli w 34. minucie znów sporo lepsi od Legii (73:64). Bronią Legii okazały się rzuty z dystansu. W taki sposób Mcgusty niwelował straty gości, a Radanov na 131 sekund przed końcem meczu wejściem pod kosz wyrównał rachunki (77:77). W dramatycznej końcówce prowadzenie zmieniało się jak w kalejdoskopie, a kluczową akcją było wejście pod kosz Rameya z faulem. Oba wykorzystane rzuty wolne i „pudło” McGustyego dało ostatecznie jednopunktową wygraną lublinian (82:81)

ORLEN Basket Liga – finał
PGE Polski Cukier Start Lublin – Legia Warszawa 82:81 (17:18, 22:20, 24:21, 19:22)

PGE Polski Cukier Start Lublin: Ousmane Drame 20, Tevin Brown 19, Emmanuel Lecomte 16, Courtney Ramey 15, Filip Put 5, Tyran De Lattibeaudiere 4, Michał Krasuski 3, Bartłomiej Pelczar 0, Roman Szymański 0, CJ Williams 0.

Legia Warszawa: Andrzej Pluta 21, Kameron McGusty 16, Aleksa Radanov 14, Ojars Silins 10, Michał Kolenda 8, Mate Vucić 8, EJ Onu 2, Keifer Sykes 2, Maksymilian Wilczek 0.

 

Reklama
Opublikowano: 09.06.25

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Polecane