MICHAŁ MICHALAK / Anwil Włocławek fot. Karol Makowski polski-sport.com

Orlen Basket Liga: Emocje i dogrywka na meczu Dzików z Anwilem

Reklama

Takiego meczu w Warszawie mało kto by się spodziewał. Anwil mimo, że w trzeciej odsłonie przegrywał nawet dwunastoma oczkami mógł wygrać w regulaminowym czasie. Jednak potrzebowali do tego dogrywki. Bohaterem Anwilu został duet Michał Michalak i Kamil Łączyński.

 

Pierwsze spotkania to gra pod dyktando Dzików. Dzięki trafieniom Anderssona i Fulkersona gospodarzy. W trzeciej minucie Dziki prowadziły 7:2. Jednak Anwil momentalnie zaczął odpowiadać. Po akcjach 2+1 Michała Michalaka oraz trójce DJ Funderburka to goście prowadzili 7:10. W tym momencie goście przejmowali kontrolę nad spotkaniem. W nie co ponad trzy minuty Anwil zaliczył serię 11:0 i Dziki miały problem z przebiciem się przez obronę „Rottweilerów”. Pierwszą kwartę celnymi wolnymi kończy Luke Petrasek, dzięki czemu Anwil utrzymuje dwucyfrowe prowadzenie po premierowej odsłonie. Drugą odsłonę z wysokiego „C” rozpoczął Michał Michalak, trafiając dwukrotnie w ciągu minuty za trzy. Jednak Dziki nie dawały za wygraną. Trójkami odpowiadali Fulkerson z Grochowskim, ale dalej Anwil utrzymywał około dziesięciopunktowe prowadzenie. Gdy jednak Dziki postawiły na swoim Anwil stanął na moment w ataku. Swoje dorzucał Mateusz Bartosz i Mateusz Szlachetka. Gdy jeszcze o sobie przypominał Andree Wesson warszawianie zbliżali się na trzy oczka. To było preludium. Ostatnie dwie minuty to seria 10:2 dla gospodarzy i to Dziki po dwudziestu minutach prowadziły 41:38.

Po zmianie stron Anwil chciał szybko wrócić do gry i narzucić swoje warunki, ale nic bardziej mylnego. Owszem na chwilę pojawił się remis, ale później minimalną przewagę miały Dziki. Gospodarze zaliczyli serię 8:0 i ta kwarta przechodziła pod ich kontrolę. Gdy akcją 3+1 popisał się Denzel Andersson Dziki prowadziły nawet 65:54. Ale na tym nie koniec. Szwedzki skrzydłowy ekipy z stolicy, gdy trafił kolejny rzut zza łuku Anwil musiał odrabiać dwanaście oczek na niespełna minutę do końca trzeciej odsłony. Brakowało trafień Michalaka i Luka Petraska. Po wznowieniu gry w ostatniej kwarcie Anwil postawił wiele na jedną kartę. Szybko zmniejszał straty do czterech oczek, ale Dziki potrafiły odpowiedzieć. Jednak i warszawianie zaliczyli przestój w ataku. Anwil w ciągu dwóch minut zaliczyli serię 8:0. To dawało prowadzenie włocławianom 76:77. Ważną postacią w tym okresie był pochodzący z stolicy Kamil Łączyński. To on nakręcał ekipę z kujawsko-pomorskiego. Ostatnie niespełna trzy minuty to gra kosz za kosz. Gdy akcję na wygraną miał w rękach Kamil Łączyński trafił zza łuku na 0,9 sekundy do końca … regulaminowego czasu gry. Anwil prowadził 84:87. I stało się coś co zapamiętają chyba wszyscy na długo. Po czasie trenera    Szablowskiego piłka trafiła do eks zawodnika Anwilu grającego w barwach Dzików Janari Joesara. Ten od razu wyrzucił ją w stronę kosza … i trafił. Sędziowie jeszcze sprawdzali czy rzut był w czasie. W dodatkowym czasie gry Anwil pokazywał determinację i skuteczniejsze akcje. Gospodarzom brakowało trafień Joesara, który spadł za pięć przewinień. We Włocławskiej ekipie dzielił i rządził duet Kamil Łączyński-Jeff Turner. Nawet celna trójka Anderssona zmniejszająca straty gospodarzy do stanu 92:95 mogła dać nadzieję Dzikom. Ważne trafienie dołożył również Michał Michalak i to goście uciekali na 92:97 na nie co ponad minutę do końca dogrywki.

Dla Dzików 18 oczek i 4 zbiórki zdobył John Fulkerson, a dla Anwilu 26 oczek, 6 zbiórek i 5 asyst zaliczył Michał Michalak.

 

DZIKI WARSZAWA – ANWIL WŁOCŁAWEK  94:101   (12:23, 29:15, 30:22, 16:27, dogrywka 7:14)

Reklama
Opublikowano: 02.02.25

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Polecane