PGNiG Superliga (M): Kielczanie w swoim rytmie. Wyjazdowe sukcesy Gwardii i Pogoni, wysoka wygrana puławian

Reklama

W sobotnich pojedynkach PGNiG Superligi Łomża dwa zwycięstwa gospodarzy, dwa razy wygrywali przyjezdni, w jedno spotkanie po rzutach karnych. Łomża Vive mimo ambitnej postawy kaliszan kontrolowała spotkanie w Kielcach i wygrała 8. trafieniami. Bardzo dobry mecz zagrały w swojej hali Azoty-Puławy, nie dając szans Chrobremu. W pozostałych meczach o punkty walczono do końca – z Mielca cenne zwycięstwo wywozi Pogoń, natomiast do rozstrzygnięcia w Gdańsku potrzebne były rzuty karne skutecznie wykonywane przez opolan.

Kielczanie na regenerację po czwartkowym meczu Ligi Mistrzów z Veszprem, który wygrali 32:29, mieli niecałe dwie doby. Trener Talant Dujshebaev dał odpocząć rozgrywającemu Igorowi Karačiciowi oraz skrzydłowemu Sigvaldiemu Gudjonssonowi, którzy wraz z wracającymi do pełni zdrowia Michałem Olejniczakiem i Danielem Dujshebaevem przyglądali się spotkaniu spoza boiska. Pod nieobecność „Kary” mecz na środku rozpoczął więc Haukur Thrastarson. Zdobywanie bramek wziął na siebie Tomasz Gębala, który zdobył cztery z pierwszych sześciu trafień kielczan. Siódme dołożył właśnie Thrastarson, dzięki czemu po dziesięciu minutach prowadziliśmy 7:5.

Ze względu na brak drugiego nominalnego środkowego w trakcie gry Haukura zastąpił Szymon Sićko. Tradycyjnie, trener Talant Dujshebaev wymienił także resztę składu. Na boisku do końca pierwszej połowy pozostał Andreas Wolff, któremu jednak nie szło zbyt dobrze. W drugiej połowie na parkiecie zameldował się Mateusz Kornecki.

Bardzo dobrze sprawował się Artsem Karalek, który nie tylko niemal bezbłędnie wykorzystywał dogrania kolegów, ale robił nieraz w widowiskowy sposób, np. zdobywając gole tyłem do bramki. To on i Tomek Gębala byli liderami w ataku kielczan. Na kwadrans przed końcem spotkania nasza drużyna prowadziła 27:22. W zespole gości repertuarem rzutów karnych zachwycał Bartłomiej Tomczak, który z tego elementu gry aż pięć razy pokonywał naszych bramkarzy. Ostatnią bramkę dla Łomża Vive Kielce zdobył młodziutki obrotowy, Damian Domagała. Mecz zakończył się wysokim zwycięstwem gospodarzy, 37:29.

Łomża Vive Kielce – Energa MKS Kalisz 37:29 (20:15)

Łomża Vive Kielce: Kornecki, Wolff – Vujović, Sanchez, Sićko, A. Dujshebaev, Tournat, Faruk, Kulesh, Moryto, Thrastarson, Surgiel, Domagała, Gębala, Karalek, Nahi

Energa MKS Kalisz: Krekora, Zakreta – Krępa, Tomczak, Kamyszek, Adamski, Kus, Drej, Pedryc, Góralski, Wróbel, Szpera, K. Pilitowski, M. Pilitowski, Bekisz, Makowiejew.

 

Podrażniona pierwszą połowa drużyna brązowych medalistów Mistrzostw Polski PGNiG Superligi sezonu 2020/21 Azoty-Puławy postawiła twarde warunki w drugiej części spotkania i rozbiła drużynę z Głogowa różnicą 12 bramek, zdobywając fenomenalne 40 goli. MVP spotkania został Andrii Akimenko, który w meczu zdobył 9 bramek.

Początek meczu nie zapowiadał tak wysokiej różnicy punktowej, ponieważ goście postawili twarde warunki nie odstępując puławian na krok. Dopiero zadyszka Głogowa w 27 minucie spotkania spowodowała, że Azoty wyszły na prowadzenie większe niż 2 bramki. Bardzo wyrównana gra w obu zespołach oraz mądre i przemyślane akcje i kontrataki udowodniły, że oba zespoły były bardzo zmotywowane do wydarcia 3 punktów, które leżały na stoliku sędziowskim. Syrena oznajmiająca zakończenie pierwszej połowy zatrzymała 3 minutową kanonadę Azotów-Puławy, którzy zdobyli 4 bramki z rzędu.

Druga część spotkania, to  prawdziwy popis umiejętności drużyny gospodarzy, którzy nie pozwolili zawodnikom z Głogowa na zbudowanie akcji, jakich świadkami byli kibice w pierwszej połowie meczu. Spokój i opanowanie jakie towarzyszyły Niebiesko-Biało-Czerwonym udowodniły, że koncentracja i motywacja do meczu o jakich mówili zawodnicy w przedmeczowych wywiadach, nie były tylko pustymi sloganami a siłą napędową do tego spotkania.

Na słowa uznania zasługują bramkarze obydwu zespołów, którzy w wielu momentach meczu ratowali swoje zespoły przed utratą bramek z teoretycznie prostych, ale jednocześnie zaskakujących zagrywek.

Sygnał końcowy spotkania zatrzymał zdobycz bramkową Azotów-Puławy na 40-tce, która dla każdego zespołu jest motywacją i wyznacznikiem wysokiego poziomu i dobrego handball’u.

Azoty-Puławy – Chrobry Głogów 40:28 (20:15)

Azoty-Puławy: Bogdanov, Zembrzycki, Borucki, Akimenko – 9, Zivkovic – 3, Podsiadło – 4, Bachko – 2, Przybylski – 2, Jurecki – 2, Rogulski -5, Dawydzik – 2, Kowalczyk – 1, Gumiński – 4, Fedeńczak – 3, Jarosiewicz -3, Łangowski

Chrobry Głogów: Stachera, Klupś, Dereviankin, Krzywicki – 4, Zdobylak – 1, Kosznik – 1, Orpik – 4, Matuszak – 7, Styrcz -2, Paterek – 5, Skiba – 4

Jaką wagę miało dzisiejsze spotkanie między Handball Stal Mielec a Sandra SPA Pogoń Szczecin wiedzieli chyba wszyscy związani ze światem piłki ręcznej w Polsce. Na parkiecie spotkały się bowiem dwie drużyny, które po trzech seriach nie zdobyły ani jednego punktu i właśnie dzisiejsze bezpośrednie starcie obu tych drużyn miało odmienić los jednej z nich. Cel jaki przyświecał zarówno Stali jak i Pogoni był z pewnością identyczny – zwyciężyć i zapisać na swoim koncie inauguracyjne trzy punkty. Już w pierwszych minutach dało się zauważyć, że stawka spotkania jest naprawdę wysoka, a żadna z drużyn nie sprzeda tanio skóry.

Bramkę otwarcia dla Pogoni zdobył Dawid Krysiak, na odpowiedź gospodarzy nie trzeba było długo czekać. Bramkarza Pogoni pokonał drugi trener oraz skrzydłowy Stali Michał Chodara, który w pierwszych dziesięciu minutach trafiał do bramki jeszcze dwukrotnie. O swojej obecności przypomniał także Milijan Ivanović, wracający do składu po dłuższej przerwie spowodowanej kontuzją.

W 14. minucie, za sprawą bramki z rzutu karnego Dawida Krysiaka, Pogoń wyszła na dwubramkowe prowadzenie. Niestety dla drużyny Biało-Niebieskich czerwony kartonik ujrzał jakże skuteczny w tym spotkaniu Michał Chodara, a co za tym idzie, 15. minuta okazała się ostatnią dla doświadczonego skrzydłowego, który resztę spotkania musiał oglądać z trybun. W szeregach Stali wdarło się nieco więcej nerwowości, to skłoniło Rafała Glińskiego do wzięcia czasu. Po krótkiej przerwie na boisku pojawili się Grzegorz Sobut, Marek Monczka, Kosta Petrović oraz Bartosz Wojdak, niestety nawet rewolucja kadrowa nie przyniosła pożądanego efektu, a zła passa w ataku trwała nadal. W 18.minucie szczecinianie prowadzili bowiem już 7-10. Skutecznością wykazał się Bartosz Wojdak, jednak ten chwilowy zryw nie przyniósł większych rezultatów, bo minutę później na ławce kar, po raz drugi podczas dzisiejszego meczu, wylądował Dzmitry Smolikau. Trzy trafienia z rzędu pozwoliły osiągnąć gościom czteropunktowe prowadzenie.

Kolejne minuty pierwszej połowy to dalszy ciąg braku skuteczności w ofensywie po stronie Biało-Niebieskich. Indywidualne wykroczenie po stronie Stali zaliczył Wojdak. To już czwarta 2-minutowa kara dla mieleckiej drużyny. W 27. minucie ładną bramką zabłysnął Smolikau, zmniejszając stratę do pięciu trafień. Ciężar gry w tych ostatnich minutach wziął na siebie Marek Monczka, zdobywając dwie efektowne bramki z rzędu. Szybkie odpowiedzi szczecinian pozwoliły utrzymać im pięciobramkowe dprowadzenie. Pierwsza część spotkania zakończyła się zatem wynikiem 12-17.

Na początku drugiej połowy, po stronie Mielca wciąż pokutowały błędy w ofensywie, do tego gorsza nić zazwyczaj dyspozycja w obronie pozwalały na coraz swobodniejsze rozgrywanie piłki przez szczecinian. W 34. minucie prowadzenie gości sięgało już siedmiu trafień.

Kolejne minuty to niekończące się i rażące błędy w ataku po stronie Stali Mielec. Mimo kilku dobrych pozycji rzutowych, Biało-Niebiescy nie potrafili przekuć ich na bramkę. Skutecznie utrudniał im to zadanie dobrze znany mieleckiej publiczności, obecny bramkarz Sandra SPA Pogoni Szczecin, Tomasz Wiśniewski.

10. ostatnich minut dzisiejszego spotkania to ewidentne przebudzenie Biało-Niebieskich. Trzy trafienia z rzędu Marka Monczki, a także dobre interwencje Damiana Procho pozwoliły na zniwelowanie różnicy bramkowej. Pościg za Pogonią trwał, a na tablicy wyników widniało już 24-27. W tym znacznie lepszym momencie gry, na listę strzelców wpisali się także Rafał Krupa, Łukasz Nowak, Kosta Petrovic i Paweł Wilk. Czas nie działał jednak na korzyść Stali, która chcąc dogonić wynik, zmuszona była do podejmowania szybkich i trudnych decyzji. To przekładało się na ich słabszą skuteczność. Zryw mielczan nie trwał długo. Po stronie gości bardzo dobrze spisywali się Paweł Krupa oraz Jakub Polok, nieźle funkcjonowała obrona Pogoni. Zawodnicy Sandra SPA Pogoń Szczecin kontrolowali wynik do ostatniej sekundy spotkania, wygrywając cały mecz 30-27.

Handball Stal Mielec – Sandra SP Pogoń Szczecin 27-30 (12-17)

Handball Stal: Dekarz 1, Procho – Wilk 3, Monczka 6 (0/2), Sobut, Ruhnke, Nowak, Pribanić 2, Graczyk, Valyntsau, Smolikou 2, Chodara 3, Petrović 1, Wojdak 5, Ivanović 1, Krupa 3.
Karne: 0/2.
Kary: 14 min. (Smolikou, Wojdak – 4 min., Valyntsau, Krupa – 2 min., Chodara – cz. k.).
Czerwona kartka: Michał Chodara w 15. minucie meczu za faul na Dawidzie Krysiaku.

Pogoń: Wiśniewski – Krok 2, Wąsowski, Gierak 4, Krupa 8, Bosy 4, Starcević 1, Krysiak 5 (1/2), Rybski, Zaremba 3, Polok 3 (2/2).
Karne: 3/4.
Kary: 6 min. (Gierak, Krupa, Bosy – 2 min.).

60 minut gry nie wystarczyło do rozstrzygnięcia meczu Torus Wybrzeża Gdańsk z Gwardią Opole. Wynik spotkania po kontrze otworzył Mateusz Kosmala. Podwyższył rzutem z drugiej linii Mosquera. Premierowe trafienie dla podopiecznych trenera Rafała Kuptela – padło łupem Łukasza Kucharzyka. Na 3:1 z karnego podwyższa Kosmala. Pierwsze minuty spotkania to doskonałe interwencje Miłosza Wałacha w bramce TORUSA. Gwardziście nie potrafili sforsować dobrze dysponowanej i ruchliwej obronie graczy z Gdańska. Po 12 minutach wynik spotkania – 6:2. Kolejne bramki dla Gwardii zdobył – Przemysław Zadura i Patryk Mauer. Ten pierwszy w 15 minucie został ukarany karą 2 minut za faul na Mosquerze. W 17 minucie z karnego pudłuje Mauer, a Piotr Papaj podwyższa wynik spotkania na 8:4. Po 5 minutach bez zdobytej bramki – rzutem ze skrzydła Wałacha pokonuje – Michał Milewski. Dziewiąta bramkę dla Wybrzeża – przepięknym rzutem z 9 metrów – zdobywa Comerlatto. W 23 minucie – trener Mariusz Jurkiewicz poprosił o czas dla swojej drużyny. Bramki zaczęli jednak odrabiać opolanie, którzy do przerwy przegrywali – 10:7.

Druga połowa zaczęła się od kolejnego trafienia skutecznego brazylijczyka Comerlatto. Na bramkę odpowiedział Mateusz Jankowski – wprowadzony po przerwie. Przez kolejne minuty spotkania gra obydwu drużyn była bardzo nieskuteczna i chaotyczna. Inicjatywę, zaczęli jednak przejmować gracze z Opola. Między 35 a 41 minutą zdobyli 4 bramki i po skutecznym rzucie Macieja Zarzyckiego doprowadzili do remisu po 14. Na prowadzenia TORUSA wyprowadził dobrze dysponowany Mateusz Kosmala. Gang Kuptela zaczął grać lepiej w obronie, skuteczniej atakować i wyszedł na prowadzenie – 19:16. Wtedy o czas ponownie poprosił trener Wybrzeża – Mariusz Jurkiewicz. Gdańszczanie wrócili „do gry” i w 59 minucie – rzutem Kosmala doprowadzili do remisu. Co prawda mieli jeszcze szansę na zdobycie zwycięskiej bramki – ale próba ataku nie udała się i sędziowie zarządzili rzuty karne.

W nich skuteczniejsi (głownie dzięki postawie Jakuba Ałaja w bramce) lepsi okazali się opolanie – i to oni z wybrzeża – przywożą 2 punkty. Gwardziści po czterech spotkaniach mają na koncie 5 punktów.

TORUS Wybrzeże Gdańsk – KPR Gwardia Opole – 23:23 (10:7), k. 2:4

MVP – Mateusz KOSMALA (TORUS Wybrzeże Gdańsk)

TORUS Wybrzeże Gdańsk: Wałach, Chmieliński – Mosquera Mayo 2, Pieczonka, Gądek, Leśniak, Doroshchuk, Jachlewski, Sulej, Kosmala 10, Papaj 1, Comerlatto 6, Wróbel, Tomczak, Janikowski 4, Woźniak

Trener: Mariusz Jurkiewicz

Kary: 2 minut
Karne: 5/4

KPR Gwardia Opole: Ałaj, Lellek – Sosna 1, Fabianowicz, Zarzycki 3, Klimków 2, Jankowski 4, Zadura 4, Scisłowicz, Bączek, Milewski 2, Morawski 1, Kucharzyk 1, Kowalski 1, Mauer 4

Trener: Rafał Kuptel

Źródło: Biuro prasowe PGNiG Superliga

 

Reklama
Opublikowano: 26.09.21

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Polecane

Na tej stronie są wykorzystywane pliki cookies. Stosujemy je w celach zapewnienia maksymalnej wygody przy korzystaniu z naszych serwisów. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki oraz akceptujesz naszą politykę prywatności.