Widzew Łódź
Foto: PKO BP Ekstraklasa

PKO Ekstraklasa: Widzew Łódź z trzema punktami! Lechia Gdańsk tym razem nie sprawiła niespodzianki!

Widzew Łódź ciągle nie jest pewny utrzymania się w PKO BP Ekstraklasie. Do bezpiecznej strefy trafił ich piątkowy rywal – Lechia Gdańsk, która ostatnio niespodziewanie pokonała Jagiellonię Białystok. Dziś jednak to Widzew był górą. 

 

Reklama

Pierwsze minuty meczu nie dostarczyły zbyt wielu wrażeń. Obie ekipy wyglądały tak jakby wzajemnie się badały. Co więcej po obu stronach mnożyły się błędy i kiksy. Dopiero po dwudziestu minutach gry opartej na wymianach piłki w środkowej strefie boiska coś więcej zaczęło się dziać. W 23. minucie Widzew Łódź próbował dograć futbolówkę lewą stroną, ale nikt do tego zagrania nie doszedł. Mimo upływających minut statystyki były nieubłagane i nie wskazały ani jednego celnego strzału żadnej z ekip. W 34. minucie łodzianie znów podjęli próbę dośrodkowania (Alvarez), ale nic z tego sensownego nie wyszło. Dobrą sytuację chwilę później miał Tupta, ale znalazł się na gigantycznym spaleniu, więc nawet w przypadku gola sędzia nie mógłby tego uznać. Na sześć minut przed końcem podstawowego czasu gry niespodziewanie Widzew objął prowadzenie. Samuel Kozlovsky dostał dobre podanie, wyłożył piłkę Juljanowi Shehu, a ten wpakował ją tuż przy słupku. W końcówce to nadal prym wiedli gospodarze. W 45. minucie po faulu w polu karnym Carenki na Sypku arbiter podyktował jedenastkę. Do piłki podszedł Bartłomiej Pawłowski, ale strzelił tylko w poprzeczkę. Tuż przed przerwą to co nie powiodło się Pawłowskiemu zrobił z rzutu wolnego Fran Alvarez.

W drugiej połowie Widzew miał to co chciał, a to Lechia Gdańsk musiała dwoić się i troić jeśli marzyła o chociażby jednym oczku. Gospodarze nieźle się bronili i nie zamierzali ułatwiać tego gościom. W 56. minucie Tupta miał naprzeciwko siebie tylko bramkarza, futbolówka trafiła pod nogi Sypka, a ten nie zmieścił piłki do praktycznie pustej siatki. Dziewięć minut później Neugebauer zamierzał dośrodkować piłkę, a sprawił, że wyszło z tego bezpośrednie uderzenie, które było tylko minimalnie niecelne. W 71. minucie było groźnie. Bohdan Wjunnyk chciał zaskoczyć Gikiewicza, ale ten zachował refleks i wybił futbolówkę na rzut rożny. Końcówka meczu była elektryczna. W doliczonym czasie gry Sobol wyszedł sam na sam z bramkarzem, który nogą odbił piłkę ratując ją przed wpadnięciem do sieci. Niedługo później Gikiewicz dwukrotnie czujnie wyłapał uderzenia Lechii, a potem niefartownie przestrzelił Shehu.

Lechia Gdańsk z dwudziestoma czterema punktami plasuje się na szesnastej lokacie. Widzew Łódź z trzydziestoma sześcioma oczkami znajduje się na dziewiątej pozycji.

Widzew Łódź – Lechia Gdańsk 2:0

39′ 1:0 Juljan Shehu

45+2′ 2:0 Fran Alvarez

Widzew Łódź: Gikiewicz – Therkildsen, Żyro, Volanakis, Kozlovský – Hanousek, Sypek (67′ Cybulski), Álvarez (83′ Kerk), Shehu, B. Pawłowski (46′ Czyż) – Tupta (67′ Sobol).

Lechia Gdańsk: Sarnavskij – Piła, Pllana, Olsson, Kałahur – Wójtowicz (52′ Želizko), Carenko (70′ Sezonienko), Neugebauer (83′ D’Arrigo) – Chlan (83′ M. Głogowski), Bobček, Vjunnyk.

Reklama
Opublikowano: 04.04.25

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Polecane