PŚ w skokach narciarskich: Kacper Tomasiak ponownie najlepszym Polakiem! Przedziwny chaos organizacyjny
Druga odsłona zawodów w Szwecji była przedziwna. Najlepszym Polakiem został Kacper Tomasiak, a w całych zawodach zatryumfował Anze Laniszek.
Wczorajsze zmagania w Falun przyniosły polskim kibicom mieszane emocje – choć aż sześciu naszych pojawiło się na starcie, tylko trzech awansowało do finału, a najlepsze wrażenie pozostawił młody Kacper Tomasiak, który po raz pierwszy w karierze otarł się o czołową dziesiątkę Pucharu Świata. Dziś biało-czerwoni próbowali pójść za ciosem, jednak ponownie zabrakło im nieco do najlepszych, co tylko podkreśliło, jak wymagający jest ten weekend w Falun. Na szczycie rywalizacji ponownie błyszczał Stefan Kraft, kontynuując swoją znakomitą formę i umacniając się na prowadzeniu w klasyfikacji generalnej.
PŚ w skokach narciarskich: Kacper Tomasiak z najlepszym wynikiem w karierze
W pierwszej dzisiejszej serii oglądaliśmy sześciu reprezentantów Polski: Piotra Żyłę, Dawida Kubackiego, Aleksandra Zniszczoła, Pawła Wąska, Kacpra Tomasiaka i Kamila Stocha. Do drugiej rundy awansowała tylko połowa z nich. Aleksandrowi Zniszczołowi niewiele zabrakło do kwalifikacji po skoku na 89,5 metra, natomiast Dawid Kubacki (88,5 m) i Piotr Żyła (88 m) byli dalej od wymaganej granicy. Najwyżej po pierwszej serii uplasował się Kacper Tomasiak – ósmy po skoku na 93 metry. Cztery pozycje niżej był Kamil Stoch (93,5 m), a w trzeciej dziesiątce sklasyfikowano Pawła Wąska (88,5 m).
W drugiej serii Polakom nie udało się wykonać kroku naprzód. Wąsek skoczył minimalnie dalej, 90 metrów, i zakończył rywalizację na 27. miejscu. Spadki zanotowali zarówno Stoch (93 m), jak i Tomasiak (93 m). Mimo to wynik tego drugiego — dwunaste miejsce — był jak dotąd najlepszym osiągnięciem w Pucharze Świata. Konkurs wygrał Stefan Kraft, który sięgnął po 46. pucharowe zwycięstwo i zrównał się w tej klasyfikacji z Mattim Nykaenenem, obejmując jednocześnie prowadzenie w generalce. Na tle wczorajszej huśtawki nastrojów dzisiejszy konkurs miał przynieść przede wszystkim stabilizację i odpowiedź na pytanie, czy polscy skoczkowie są w stanie wykonać kolejny krok naprzód. Już w pierwszej serii okazało się jednak, że emocji znów nie braknie — a finał przyniósł wręcz jeden z najbardziej kuriozalnych zwrotów akcji w całym sezonie.
Konkurs w Falun od początku układał się dla Polaków w tonie lekkiego napięcia, choć ostatecznie zakończył się solidnymi, choć nie wybitnymi występami Biało-Czerwonych. W pierwszej serii jako pierwszy na belce pojawił się Paweł Wąsek i już na starcie dał nam nerwowy sygnał. Jego 118,5 metra wyglądało na graniczne — i faktycznie, w miarę jak rywalizacja się rozkręcała, Wąsek spadał w dół listy oczekujących. Po skokach Wellingera i Geigera jeszcze istniała mała nadzieja, ale finalnie Polak zakończył serię na 31. miejscu, jako jedyny z naszych poza finałem. Chwilę później Piotr Żyła oddał 119-metrową próbę i pewnie wskoczył do drugiej serii, podobnie jak Dawid Kubacki, choć jego skok o tej samej długości dał mu słabsze noty i wymagał jeszcze krótkiego oczekiwania na potwierdzenie awansu. Najsłabiej z polskiego tria wypadł właśnie Kubacki — kończył serię na 30. miejscu. Najmocniejszym akcentem w polskiej ekipie było jednak to, co zrobił Kacper Tomasiak. Jego 121 metrów, skok bardzo czysty i dobrze oceniony, długo dawał mu wysoką lokatę i ostatecznie uplasował go na 18. miejscu. Solidnie skoczył też Kamil Stoch — 122,5 metra dało mu najpierw miejsce w czołowej dziesiątce, a po wszystkich próbach pozycję numer 20.
W topie pierwszej serii Stefan Kraft odleciał rywalom — 133 metry i prowadzenie z przewagą ponad pięciu punktów nad Laniskiem i Nikaido. Dominacja wydawała się niezagrożona.
Druga seria zaczęła się dla Polaków spokojnie. Kubacki poprawił się na 120,5 metra, Żyła odpowiedział skokiem o metr dłuższym — obaj dali sygnał, że stać ich na utrzymanie pozycji. Gdy do belki podszedł Kamil Stoch, zrobiło się ciekawiej. 125,5 metra, mimo zachwiania przy lądowaniu, było wyraźnym krokiem w górę. Jeszcze lepiej, bo pewniej wizualnie, zachował się Tomasiak — 124,5 metra pozwoliło mu wyprzedzić Stocha o pół punktu i objąć prowadzenie w konkursie. Symboliczny moment nastąpił sekundę później: to właśnie Stoch jako pierwszy podszedł pogratulować młodszemu koledze. Po ich skokach, przy 10 zawodnikach do końca, Tomasiak był piąty, Stoch szósty. W tym momencie konkurs przebiegał jeszcze płynnie. Liderem był Gregor Deschwanden, a następnie prowadzenie objął Ryoyu Kobayashi po skoku na 126,5 metra. I wtedy wydarzyło się coś, co zdefiniowało ten finał — system wyników na skoczni po prostu padł. Zawodnicy czekali bez informacji, kibice patrzyli po sobie, a sędziowie próbowali ustalić, co dokładnie stało się w maszynowni. Kulminacją chaosu był moment, gdy wynik świetnego skoku Stephana Embachera zniknął z systemu, a w tym czasie Manuel Fettner ruszył już z belki. Przerwano zawody na trzy skoki przed końcem, aby ręcznie przeliczyć noty i ustalić, gdzie właściwie znajduje się Austriak. Po dłuższej chwili Embacher wrócił do tabeli — i wskoczył na prowadzenie.
Potem jednak błysnął Anže Lanisek — 128,5 metra i przejęcie fotela lidera. Został tylko jeden skoczek: Stefan Kraft, lider po pierwszej serii z gigantyczną przewagą. I wtedy nadeszła sensacja wieczoru. Austriak spadł na zaledwie 119 metrów, skok fatalny w porównaniu z pierwszą próbą, który wyrzucił go poza czołówkę. Z potencjalnego pewniaka do zwycięstwa Kraft wylądował na 9. miejscu.
Konkurs wygrał Lanisek, przed Embacherem i Domenem Prevcem. Polacy zakończyli rywalizację z dwiema bardzo dobrymi drugimi seriami Tomasiaka i Stocha, solidnymi próbami Żyły i Kubackiego oraz pechem Wąska, który jako jedyny z naszych nie przeszedł do finału.
Polecane
Sporty zimowe29.03.26Reprezentacja Polski w curlingu po raz pierwszy wygrywa na mistrzostwach świata!
Mariusz Cichowski
Skoki narciarskie29.03.26Stefan Horngacher wróci do kadry polski?!
Mariusz Cichowski
Skoki narciarskie29.03.26Kamil Stoch – kariera nacechowana symbolami
Paweł Stańczyk
Skoki narciarskie29.03.26PŚ w Planicy: Kamil Stoch zakończył karierę. Wślizgnął się do finału
Paweł Stańczyk