Takiego kryzysu w Legii jeszcze nie było! Co się dzieje przy Ł3?

Historia Legii Warszawa wkracza w ciemme wieki. Czy Marek Papszun będzie prawdziwym antidotum?

 

Reklama

11 meczów bez wygranej – tak beznadziejna sytuacja ani razu w 110 letniej historii Legii nie miała miejsca. Choć nad Wisłą srogiej zimy nie widać to przerwa od rozgrywek ligowych dla klubu ze stolicy będzie prawdziwym piłkarskim zlotowaceniem. Czy w lutym nastąpi oczekiwana odwilż?

Wielkie oczekiwania, transfery za prawie 6 milionów euro i obietnica walki o powrót utytuowanej Legii Warszawa – taką wizję przedstawiali przed sezonem zarówno prezes Dariusz Mioduski, jak i dyrektor sportowy Fredic Bobić.

Same słowa pociągnęły za sobą wspomniane transfery, które na papierze wyglądały jak spore wzmocnienia, mogące wspomóc wówczas trenera Edwarda Iordanescu w walce o najwyższe cele.

Sezon 2025/26 nowa Legia rozpoczęła jednak niemrawo. Pomimo wygranej z Banikiem Ostrava w 1. rundzie kwalifikacji Ligi Europy następnie nadszedł remis 0-0 z Arką Gdynia oraz sromotny łomot z AEK-iem Larnaka 4-1, który pozbawił warszawski zespół szans na awans do fazy ligowej Ligi Europy.

Finalnie jednak kwalifikacje do Ligi Konferencji zakończyły się sukcesem, choć rownież o to nie było łatwo. W drugim meczu przeciwko szkockiemu Hibernianowi zespół ten narobił Legionistom sporego bólu głowy, gdyż Legia ekspresowo utraciła jednobramkową zaliczkę i do samego końca musiała drżeć o rezulatat dwumeczu (finalnie wynik 5-4 uzyskany w dwumeczu dał Legii awans).

Dalszy etap sezonu w wykonaniu podpiecznych Iordanescu był już bardziej przekonujący. Wszystko zaczęło zmieniać się od pierwszego meczu fazy ligowej europejskich pucharów przegranego 0-1 z Samsunporem, która pusunęła za sobą lawine kolejnych wpadek. Październikowe przegrane z Górnkiem Zabrze 3-1, Zagłebiem Lubin (również 3-1) rozpoczęły prawdziwe trzęsienie przy Łazienkowskiej 3 w Warszawie. Czarę goryczy przelało odpadnięcie z STS Pucharu Polski po starciu z Pogonią Szczecin, kiedy Rumun został ostatecznie zwolniony. Schedę po nim tymczasowo przejął hiszpański asystent Iniaki Astiz.

To właśnie wówczas rozpoczął się prawdziwy casting na rolę trenera. Początkowo przykrył on nawet sportowe wyniki klubu, które nieuchronnie zaczęły zbliżać się ku dołowi.

Pierwsze mecze pod wodzą Astiza kontynuowały legijny marazm, a przegrane z Celie i Spartą Praga sprawiły, że awans do fazy pucharowej LKE stawał się co raz bardziej raczej nieuchwytną fikcją. Obecnie w Warszawie panuje z jednej strony rozgoryczenie związane z wynikami osiąganymi przez zarówno pion sportowy, jak i zarządców, jednakże wielkie nadzieje są pokładane w Marku Papszunie, który po ostatnim meczu Rakowa Częstochowa w jesiennej aurze ma się udać właśnie do stolicy celem rozpoczęcia nowej zawodowej drogi.

Czas pokaże czy Marek Papszun zdoła posprzątać bałagan, który tkwi wewnątrz klubu. Wątpliwością nie podlega fakt, iż będzie to arcytrudne zadanie, bowiem Legia zajmuje obecnie 17. miejsce w PKO Ekstraklasie z dorobkiem 19. punktów.

Reklama
Opublikowano: 15.12.25

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Polecane