Fot. Tymoteusz Mech

[WYWIAD]: „Potrzebujemy obiektów do trenowania dla kadry, no bo kadrowicz na takiej ścianie komercyjnej nie ma co robić” – Marek Wierzbowski

Historyczne zmagania Pucharu Świata w Krakowie na Rynek Główny przyciągnęły tłumy fanatyków. W pierwszy dzień, pomiędzy startami reprezentantów Polski, przeprowadziliśmy wywiad z prezesem Polskiego Związku Alpinizmu – Markiem Wierzbowskim.

Reklama

Tymoteusz Mech (polskisport.com): Dzień dobry, ze mną jest prezes Polskiego Związku Alpinizmu, pan Marek Wierzbowski

Marek Wierzbowski (prezes PZA): Dzień dobry

Tymoteusz Mech (polskisport.com): Na początku chciałbym zapytać pana o cały proces organizacji Pucharu Świata we wspinaczce sportowej na czas tutaj na rynku w Krakowie. Co było najtrudniejsze i jak przebiegała organizacja?

Marek Wierzbowski (prezes PZA):  Najpierw pierwszym takim etapem jest otrzymanie możliwości organizacji takiej imprezy i to jest o tyle trudne, że trzeba najpierw rozegrać. Trzeba mieć doświadczenie w rozgrywaniu tego typu wydarzeń i mieć takie w danym kraju, które były rozegrane najlepiej oczywiście przy współpracy w tym samym teamie czy podobnym, które zostały wysoko ocenione w poprzednich latach przez IFSC. Także to jest pierwsza rzecz, dostanie imprezy. Bywa tak, że oczywiście do niektórych imprez nie ma kolejek, ale do większości imprez jest więcej chętnych na organizację niż chętnych krajów. Na przykład jest 5 Pucharów Świata, a chętnych jest 15, ale część z nich zdaniem IFSC odpada ze względu na niespełnione warunki.

Tymoteusz Mech (polskisport.com): Mieliście jakieś wzorce co do organizacji?

Marek Wierzbowski (prezes PZA): W Polsce już wcześniej były organizowane World Games, były organizowane też European Games i to było wszystko przy jakiejś tam współpracy naszej wewnętrznej. No i oprócz tego było wiele Pucharów Europy. Właśnie co roku był Puchar Europy we wspinaniu na czas, więc to poszło z automatu tutaj. Nie mieliśmy problemów z otrzymaniem tych zawodów. Właśnie nawet Federacja Międzynarodowa była chętna, żeby to u nas się rozegrało. Wiadomo, że chcieli, dla nich ciekawe jest, żeby dobór miejsca, czyli rynek w Krakowie i bardzo tego, niekoniecznie chcieli inne miejsca, niekoniecznie chcieli jakąś halę sportową, oni chcą mieć fajne i widowiskowe miejsca.

Fot. Tymoteusz Mech

Tymoteusz Mech (polskisport.com): Ostatnie lata przyniosły wielki rozwój i zainteresowania i wspinaczki ogólnie w naszym kraju. Czy ma Pan dalsze plany na rozwój tej dyscypliny w Polsce i jakie dalsze cele stoją

Marek Wierzbowski (prezes PZA): Jeszcze odpowiem z tamtego poprzedniego pytania, zanim tu jeszcze przejdziemy. Samo to przywiezienie tej ściany certyfikowanej i rozłożenie tych producentów jest niedużo, to też jest takie logistyczne przedsięwzięcie. I tutaj ta firma, która wszystko organizuje te zawody, czyli to Labo Sport musiało się namęczyć z tym producentem. A jeśli chodzi o rozwój, to nam zależy w tej chwili, żeby jak najwięcej infrastruktury powstało. To jest najważniejsze, bo jak będzie infrastruktura, to będą ludzie, którzy będą chcieli się wspinać i co za tym idzie, będzie owocować kolejnymi sukcesami, bo z wielu osób jest łatwiej wyłowić talenty niż z małej ilości osób. Więc klu jest taki, żeby więcej osób się wspinało.

 

Polki po zawodach w Krakowie – mamy wypowiedź Aleksandry Mirosław!

Tymoteusz Mech: Jak Pan zaczął o inwestycjach, to jakie inwestycje planujecie zrealizować w najbliższym czasie?

Marek Wierzbowski: PZA nie jest podmiotem znaczącym, który ma  środki i możliwości inwestycyjne. To jest niestety rola naszego państwa, albo stety, zależy jak na to patrzeć, rola samorządów terytorialnych. Naszą rolą jest najwyżej lobbować, żeby te ściany powstawały, gdzie tylko mogą powstać. To jest kluczowe tutaj.

Tymoteusz Mech: A w takim razie, jakie miejsca są najbardziej preferowane, co do powstania takich ścian?

Marek Wierzbowski: My chcemy, żeby w Krakowie coś powstało i w większości dużych miast, żeby były ściany, żeby też w Centralnym Ośrodku Sportu powstały ściany, żeby w Warszawie powstała ściana do czasówek. Chcielibyśmy, żeby w szkołach też były ściany, aczkolwiek wiadomo, że dla szkół też jest to problem czasami, bo te zajęcia na ściance musi ktoś prowadzić. Ktoś, kto się zna. Dzieciaki też muszą być przez kogoś asekurowane, więc w przypadku boulderu to nie jest żaden problem, a w przypadku ścianki z liną to już się trochę robi dla szkoły. To jest bardziej skomplikowane, ale nam zależy, żeby te ściany powstawały wszędzie tak naprawdę. Wiadomo, że z naciskiem na duże miasta i potrzebujemy obiektów do trenowania dla kadry, no bo kadrowicz na takiej ścianie komercyjnej nie ma co robić, bo tam nie ma dróg pod niego ułożonych. Kiedyś byłem z siostrami Kałuckimi na Makaku w Warszawie na jednej jakiejś lepszej ściany i one praktycznie zrobiły wszystkie najtrudniejsze drogi w ciągu pół godziny na tej ścianie. A one przecież tu biegają po ścianie, a nie trenują na trudność. Także to jest istotne.

Tymoteusz Mech: Chciałem zapytać też o włączenie ostatnich Igrzysk Olimpijskich wspinaczki. Jakie to miało znaczenie dla PZA?

Marek Wierzbowski: Na początku było jako z wyboru, teraz jest w programie. Mamy też narty, jesteśmy jedynym związkiem sportowym, który ma skitoury — dwie dyscypliny olimpijskie. To też jest ciekawe. Ma to jakieś znaczenie przy otrzymywaniu finansowania ze Skarbu Państwa, z Ministerstwa Sportu, że tego dofinansowania jest więcej, aczkolwiek też jest więcej, obiektywnie mówiąc, formalizmu z tym związanego. Biurokracja też z tym się wiąże. Miałem nawet takie wrażenie, że w tych pierwszych latach to się wiązało głównie ze wzrostem biurokracji, a nie koniecznie ze wzrostem finansowania.

Marek Wierzbowski Fot. Tymoteusz Mech

Tymoteusz Mech: Chciałem teraz o pana grunt prywatny zapytać. Jak zaczęła się pana droga z eksploracją gór? Co Pana zainspirowało do tego, by działać w tej materii?

Marek Wierzbowski: Jeździłem dużo do Kir, do Zakopanego i podobała mi się raptawicka turnia. I grotołazi, którzy chodzili do jaskiń, też mnie to ciekawiło. Przeczytałem taką książkę „W podziemiach tatrzańskich”, a potem czytałem coś jeszcze. I zacząłem się wspinać wtedy. Chyba sama możliwość korciła mnie. Wejść w podziemie, mówiąc wprost, i wejść na coś, co jest pionowe. Gdzie inni nie mogą wejść, a ja chciałem umieć tam wejść. Poza tym jako młody człowiek uwielbiałem chodzić po płotach, dachach. Jak trzeba było iść po piłkę, jak z kolegami graliśmy i trzeba było przejść tam taki wysoki płot, to ja to zawsze robiłem. I generalnie miałem tak, że nawet w okolicy robiłem sobie takie wycieczki po dachach. Przez dachu na dach, przeskakiwania. Miałem lęk wysokości, ja to uwielbiałem. Tylko że nie było to mądre z perspektywy czasu, ale to było rozwojowe

Tymoteusz Mech: Na koniec chciałbym się zapytać o pana marzenie górskie do zdobycia. Co pan by chciał jeszcze zdobyć? Co jest pana takim marzeniem właśnie do zdobycia?

Marek Wierzbowski: Ja bym chciał jakąś głęboką jaskinię jeszcze odkryć. I długą do tego. To byłoby dobre, jakby odkryć coś.  Ja tam górsko raczej chciałbym pozostać w formie jako taki jak najdłużej. To jest też dla mnie istotne. Żeby być jak najdłużej w stanie się wspinać. Nie chodzi o zawodniczy poziom, ale żeby poziomy typu 7a czy na 6-6-3 bez jakichś tam problemów robić.

Raport z Krakowa. Byliśmy na PŚ we wspinaczce na czas!

Tymoteusz Mech: Jaki teraz poziom wspinaczkowy?

Marek Wierzbowski: Teraz to jest niewielki, bo jestem po długiej rehabilitacji obu łokci golfisty. I miałem taką przerwę w chodzeniu na ściankę. Ale myślę, że takiego tam. Poziomu 6-3 onside to nie będzie problemu, żeby go tam prezentować z sobą. Więcej mi się dodaje w moim wieku, to już byłoby pełen przesada. Ja uważam, że narty też są fajne, góry są fajne. I ja mam podejście całościowe do tego
wszystkiego.

Tymoteusz Mech: A ze sportów wspinaczkowych, która dyscyplina najbliższa w sercu? Pewnie nie wspinanie na czas.

Marek Wierzbowski: Przystawiałem się ostatnio do tej drogi. Postanowiłem, że się jej nauczę i będę ją tam biegał w miarę szybko. Jeszcze nie wiem jaki czas ją mogę wykręcić, bo na razie uczę się jej, więc bardziej mnie interesują poszczególne przechwyty. Wiadomo, że nie mam takiego przełożenia i jestem dosyć wysoki jak zawodnicy siłowego, ale zamierzam się nauczyć tej czasówki, tak czy owak, dla siebie, bo to jest fajne, takie atletyczne, trochę bardziej niż zwykłe. Są okresy, kiedy lubię się w górach pospinać, a są okresy, kiedy wolę pojechać w skałki. A tak naprawdę chyba najfajniejsze są te skitoury. Szczególnie, jak są Alpy, czy duże jakieś góry, ale jest też taka dzikość tego wszystkiego i niedostępność. To jest chyba najfajniejsze.

Tymoteusz Mech: Dziękuje bardzo za rozmowę.

Marek Wierzbowski: Również dzięki.

 

Reklama
Opublikowano: 10.07.25

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Polecane