
EuroBasket: Horror dla Polski w meczu z Izraelem – mamy drugą wygraną
Horror dla naszej kadry. Mimo prowadzenia nawet jedenastoma oczkami i straty tego prowadzenia, nasi koszykarze w końcówce podnieśli się w końcówce. Dzięki grze duetu Lyod-Ponitka drugi raz wygrywamy na Euro Baskecie.
Wynik dla naszej kadry otworzył nie kto inny jak kapitan Mateusz Ponitka. To dawało nam prowadzenie 5:0. Gdy swoją trójkę dodał Jordan Lyod uciekaliśmy aż na osiem oczek. Dodatkowo było ważne, że Izrael grał bojaźliwie w ataku. Jednak nie trwało to długo. Nasi rywale poprawili obronę. Ciężej miał na boisku Mateusz Ponitka. Efekt przyszedł w krótkim czasie. Po trójce Deni Avdiji, grającego w NBA był remis 12:12. Jednak sygnałem do kolejnego ataku naszej kadry były trafienia Jacka Olejniczaka. Po chwili wtórował mu Lyod (7 pkt w pierwszej kwarcie). Seria 7:0 sprawiała, że mogliśmy łapać swój rytm gry. Gra Polaków dawał nadzieję na dobry wynik. Izrael miewał jednak swoje przestoje. W drugiej kwarcie obie ekipy już zaczęły mocno walczyć o piłkę. Było dużo walki na tablicach i w parterze. Finalnie przez 4,5 minuty nasi dzisiejsi rywale nie zdobyli punktów, nasza kadra tylko dwa. W naszej grze były momenty gdy wdawała się przypadkowość. Próbował to tuszować i skutecznie Lyod. Dzięki jego trafieniom było 26:19. To Izrael musiał gonić. Gdy kolejny raz serię strat rywali nasi koszykarze zamieniali na utrzymywanie prowadzenia. Pojedyńcze trafienia Tomera Ginata niewiele przynosiły efektu jego ekipie. Po trafieniu Andrzeja Pluty po raz pierwszy prowadziliśmy dwucyfrowo. Ostatnie punkty w pierwszej połowie padły łupem będącego nie do zatrzymania dziś Lyoda (najskuteczniejszy w pierwszej połowie – 17 oczek). Obrona naszego zespołu walczyła. Z tego też wynikała nasza przewaga.

Po zmianie stron Izrael próbował odrabiać straty, ale dzięki waleczności Ponitki i Michała Sokołowskiego utrzymywaliśmy prowadzenie. W dalszym ciągu graliśmy jako zespół. Izrael zbliżał się na 4-5 punktów to jednak nasi koszykarze potrafili odpowiedzieć. W ekipie naszych rywali regularnie nasz kosz dziurawił Deni Avdija. To jego seria dziewięciu punktów sprawiała, że nasza przewaga momentalnie zniknęła. Na jego grę obrona nie miała pomysłu. Sam w dwie minuty wyprowadził swoją ekipę na prowadzenie 48:49 po dwudziestu ośmiu minutach. Nasz atak stanął ponad 3,5 minuty nie mogliśmy zdobyć punktów. To efek zaostrzonej obrony naszych rywali. Serial punktowy 11:0 Izraela na koniec trzeciej kwarty wyglądała fatalnie. Strata trzech oczek przed ostatnią kwartą mógł dawać nadzieję, ale skuteczność musiała wrócić. I początek ostatniej kwarty taki był. Tu znowu o sobie przypomniał Mateusz Ponitka. Najpierw wyratował piłkę wypadającą na aut (sam wylądował na stoliku spikera), potem trafił trójkę i chwilę póżniej skończył kontrę z Andrzejem Plutą. I teraz zrobił się istny thiller na boisku. Ważne punkty zza łuku zdobył Jordan Lyod. Własnie jego trafien brakowało. Chwilę później taki rzut powtórzył Sokołowski. Na moment prowadziliśmy 59:55. Na moment gdyż po akcji 2+1 Khadena Carringtona przegrywaliśmy dwoma oczkami. Owszem po kolejnej trójce Lyoda było 62:61 dla naszej kadry, ale później popełnialiśmy błedy w ataku. Na to trójką odpowiedział Izrael i to my musieliśmy w nie co ponad 70 sekund gonić dwa oczka straty. Kilknaście sekund później się udało. Gdy na zegarze pozostawało 35,8 sekundy nasi koszykarze mieli do rozegrania całą akcję. I wyorzystali ją. Na niespełna 14 sekund swój rzut dobił Lyod. Pozostawało wybronić akcję… i rzut Deni Avdiji na zwycięstwo był nie skuteczny.
Dla Polski 27 punktów, 6 zbiórek oraz 4 asysty i 2 przechwyty zaliczył Jordan Lyod, a Mateusz Ponitka dołożył 16 punktów, 11 zbiórek, 2 asysty oraz 1 blok.
POLSKA – IZRAEL 66:64 (19:12, 18:12, 11:25, 18:13)








